© Tomasz Małycha 2015-2019

all rights reserved | do not use my photos without permission

Ford Mustang Ecoboost - czy ma to sens?

March 1, 2018

 

Założenie było proste: bierzemy Mustanga w góry i tworzymy "content" dla naszego klienta. Przez moment nawet martwiłem się, czy w górach zastaniemy choć minimalną ilość śniegu, żeby otoczenie było odpowiednio malownicze. Pogoda jednak bardzo szybko pokazała nam, że nie bez powodu w języku polskim ma rodzajnik żeński - zmieniła się diametralnie. W przeciągu godziny z ujęć z drona na suchych drogach przeszliśmy do walki o powrót do domu. W tylnonapędowym, ponad trzystukonnym samochodzie, jazda w takich warunkach bezapelacyjnie wylądowała do szufladki podpisanej "niezapomniane przeżycia".

 

 

Przyznam przed Wami zupełnie otwarcie - podobnie jak i większość internetowych "znawców", miałem mieszane myśli dowiedziawszy się, że samochód, który otrzymam, jest wyposażony w silnik Ecoboost. Chyba każdy utożsamia Mustanga z silnikami V8, nie pamiętając już, że pierwsza generacja miała pod maską rzędową szóstkę, a jej dwaj następcy - jeszcze dwa cylindry w rzędzie mniej. Czy więc taki silnik ma sens w amerykańskiej ikonie? Na odpowiedź miałem niecałe trzy dni, które część z Was śledziła podczas relacji na Instagramie.

 

Zacznijmy od dźwięku. Moim zdaniem "kucyk" brzmi naprawdę dobrze. W egzemplarzu, którym jeździłem wydech był zmieniony, przez co gładko pracująca jednostka wzbudzała spore poruszenie na przejeżdżających przez niewielkie wioski górskich trasach. Bardzo użyteczna jest, znana mi z Focusa RS, możliwość zmiany trybów jazdy, bo w trybie "Race" amerykańskie coupè lubi niegrzecznie "pierdnąć" przy odjęciu gazu. Jednego zabiegu nie potrafię jednak zrozumieć - może faktycznie, ze względu na liczbę cylindrów, dźwięk silnika jest bliższy hot hatchom, jednak jest on naprawdę przyjemny dla ucha i pod tym względem Ford nie ma się czego wstydzić. Tym bardziej nie potrafię zrozumieć dlaczego z głośników sztucznie emitowany jest dźwięk "v-ósemki". Tworzy to wewnątrz miks dwóch zupełnie różnych dźwięków i w efekcie, moim zdaniem, pogarsza efekt końcowy, jaki słyszy kierowca.

 

 

Możliwość selekcji trybów pracy układu napędowego doceniłem w pełni dopiero podczas śnieżycy. To, że sportowy samochód potrafi jeździć szybko i efektownie, nie jest niczym szokującym. Poprzeczka podnosi się, gdy chcemy w trudnych warunkach jechać bez obawy o swoje życie. Wtedy nieoceniony jest tryb „Snow, który powoduje, że samochód ma dynamikę przeciętnego kompakta, a reakcja na ruchy prawej nogi jest opóźniona o około sekundę, co ogranicza nerwowe zrywy, przez co można być nieco bardziej zrelaksowanym za kierownicą. Dla jasności - nawet w tym trybie, przy odrobinie śniegu auto stale próbuje się "wymknąć" i tylne opony nie bardzo dają sobie radę ze sklejeniem tak dużej mocy z podłożem. Tym niemniej można być odrobinę bardziej zrelaksowanym.

 

Absolutną przeciwnością są tryby „Sport + i „Track. W tym drugim kontrola trakcji jest zupełnie wyłączona, więc używałem go jedynie do nagrania efektownych "przebitek". W „Sport+" elektroniczna niania ma drzemkę, jednak ,gdy jest naprawdę źle, potrafi wesprzeć i dlatego w tym trybie przejeździłem większość czasu. To właśnie dzięki niemu przekonałem się do Ecoboosta. Już na lekko wilgotnej drodze czuć było, że ponad trzysta koni na tylnej osi to bardzo dużo i opony muszą pracować na sto procent swojej przyczepności, by nie stracić kontaktu z drogą. Generalnie nie trzeba się zbytnio wysilać, by Mustang jeździł efektownymi powerslide'ami. Oczywiście białemu koniowi sporo brakuje do zwinności Mazdy MX-5, którą miałem okazję wcześniej jeździć. W zakrętach czuć wagę, a układ kierowniczy po prostu jest - nie ma mowy o jakimkolwiek amerykańskim "pływaniu" po drodze, ale w zakręcie zwyczajnie czuć, że kierownicę od kół dzieli spora odległość. Doceniam możliwość osobnego ustawienia siły wspomagania układu kierowniczego. Dzięki niej nawet w śnieżnym trybie możemy mieć sztywny układ kierowniczy i odwrotnie - jeździć swobodnie po parkingu z głośnym wydechem.

 

Wewnątrz jest wszystko czego można chcieć.

Standardem jest czarna podsufitka i skórzane fotele, które w tym egzemplarzu są w ekstrawaganckim, czerwonym kolorze. Nie zabrakło nawet opcji ich chłodzenia, choć ze względu na panujące w czasie testu mrozy niespecjalnie miałem ochotę skorzystać z tego udogodnienia.

Klimatyzacja podzielona jest na dwie strefy, a system multimedialny wspiera Android Auto i Apple Car Play.

Na wszystkie odczucia wewnątrz trzeba wziąć drobną poprawkę - to prawdziwy "amerykaniec". Nie jest to jednak szalenie uciążliwe, bo materiały wykończeniowe też się zmieniły względem dawnych Mustangów. Właściwie jedyną rzeczą, która wzbudza we mnie negatywne odczucia jest "skórzana" kierownica. Materiał, którym jest ona obszyta przyrównać można do tanich butów, które dostać możemy na targowisku, a sprzedający je Ukrainiec powie, że to z tej samej fabryki co Armani, tylko bez loga. Taka oszczędność irytuje tym mocniej, im dynamiczniej jeździmy. Przy połykaniu zakrętów na granicy przyczepności ręce bardzo szybko się pocą, a kierownica momentalnie staje się śliska jak temat pewnych niemieckich obozów.

Solucje są dwie - ubierać rękawice do jazdy lub zlecić jej obszycie, ku czemu bym się skłaniał.

Tym niemniej patrząc przez pryzmat ceny i oferowanych osiągów, jest bardzo dobrze i z przodu na pewno każdy kierowca powinien odnaleźć pozycję dla siebie. Z tyłu dwa osobne, głęboko osadzone fotele można traktować jako miejsca awaryjne, ale przynajmniej osoba przeciętnych rozmiarów powinna mieć miejsce na nogi. W środkowej konsoli znajdują się, a jakże, uchwyty na napoje oraz sporo praktycznych miejsc na drobiazgi.

Czy zakup Ecoboosta ma sens?

Dotychczas nie zdawałem sobie sprawy jak wielki. Jednostka znana z najmocniejszej wersji Focusa ma mnóstwo wigoru. Podczas warunków, jakie panowały w trakcie naszych jazd, stale musiałem być w gotowy do korygowania toru jazdy po dotknięciu gazu. Wiecie: Mustang, wypadki, memy... Teraz już rozumiem ten fenomen. To jednocześnie naprawdę przystępny cenowo samochód (szczególnie w Stanach), który oferuje spory nadmiar mocy kierowany jedynie na tylną oś. Wyjątkowo odradzam go osobom, które dotychczas nie miały doświadczenia z mocniejszymi samochodami, bo może się to źle skończyć.

Tym bardziej wydaje mi się, że wiele osób nawet w połowie nie wykorzysta potencjału V-ósemki.

 

 

A'propos bezpieczeństwa. Testowana wersja została poddana badaniom EURO NCAP i otrzymała jedynie dwie gwiazdki. Samochód nie składa się jednak jak pudełko zapałek, absolutnie. Po prostu jest to pojazd dla ludzi, którzy wiedzą, po co kupują Muscle Car'a, więc nie ma w nim żadnego utrzymywania na pasie ruchu czy automatycznego hamowania przed przeszkodą.

Producentowi robiło się jednak wyraźnie przykro z powodu "słabego" rezultatu zderzeniowego i wraz z liftingiem wprowadzono wszystkich elektronicznych asystentów. Oczywiście przełożyło się to również na wyższą cenę, a kwestię wyglądu Mustanga MY'19 pozostawiam do Waszej opinii.

Moim zdaniem to ostatnia szansa na zakup dobrze wyglądającej i "czystej" Ikony Motoryzacji.

 Oto efekty naszej pracy dla Rent Paul. Jeśli jesteś zainteresowany podobnymi materiałami dla siebie - napisz: tomek@kozackiesamochody.pl

 

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now