© Tomasz Małycha 2015-2019

all rights reserved | do not use my photos without permission

Skoda Kodiaq Scout 2.0 TSI DSG

October 3, 2019

Kiedy rok temu przeczytałem notkę prasową, że Skoda wprowadza wersję Scout dla modelu Kodiaq - uśmiechnąłem się jedynie pod nosem. Uterenowiona wersja auta, które z założenia jest "terenowe"? To brzmi jak świnka morska. Ani to świnia, ani wody nie lubi…

 

Ten test to bardzo dobry przykład tego, jak bardzo pierwsze wrażenia mogą się różnić od tych pozostawionych po tygodniu jazd. Otóż widzicie, zostałem nieco "podpuszczony" przez dział PR Skody. Zresztą, sami spójrzcie, jakie zdjęcia zostały przez nich udostępnione dla dziennikarzy.  Ze swojej strony dołożyłem więc wszelkich starań, by nie była to przejażdżka po autostradach i ewentualnie wiejskiej drodze. Znalazłem kilka terenowych miejsc, w które nie odważyłbym się wjechać zwykłym SUV-em. Dlaczego więc Kodiaq miałby dać radę?

Sekret tkwi właśnie w elementach charakterystycznych dla wersji Scout. Przede wszystkim - auto jest w należyty sposób zabezpieczone przed otaczającym je terenem. Podwozie niemal w całości zabudowane jest osłonami, a na nadwoziu pojawiły się plastikowe dodatki w miejscach najbardziej narażonych na kontakt z krzakami. Reszta to już bardziej kwestia “targetowania” produktu - jedynie w Scoucie dostępne są drewniane dekory oraz specjalna tapicerka zawierająca kombinację alcantary i skóry. Ostatnim, acz wątpliwym pod względem istotności, dodatkiem jest tryb Offroad, który pozwala na wyświetlenie trzech wybranych wskazań na dużym ekranie pośrodku konsoli. Są to: kompas, wysokościomierz i… coś, co na pierwszy rzut oka może wyglądać na wskaźnik przechyłu poprzecznego i wzdłużnego - bardzo przydatny w terenie gadżet pozwalający ocenić, jak blisko jesteśmy do przecenienia zdolności terenowych samochodu i własnych. Niestety, po dokładnym sprawdzeniu okazuje się, że widżet ten pokazuje… kąt skrętu kół. Nie jest to może zupełnie nieistotne w terenówce, jednak przechyłomierz byłby w tym miejscu dużo bardziej potrzebny.

Pozostańmy w temacie zdolności terenowych, bo nie ukrywam, że właśnie to zaintrygowało mnie najmocniej. Nie miałem co prawda możliwości wzięcia samochodu w “prawdziwy teren”, nie mogłem sprawdzić kątów natarcia i innych kwestii związanych z pokonywaniem wzniesień, jednak mogę śmiało powiedzieć, że zweryfikowałem działanie napędu 4x4 w wymagających warunkach. Kilkukrotnie zabrałem Kodiaqa w grząski, błotnisty teren, gdzie sterownik napędu miał mnóstwo pracy, by utrzymać trakcję i przenieść niemały moment obrotowy na koła. Część z tych testów możecie zobaczyć na zdjęciach mojego przyjaciela Jakuba Nowickiego (szewc bez butów chodzi, ciężko jeździć i robić sobie zdjęcia w tym samym czasie). Jak widzicie, warunki były dość wymagające - rozmokła, nieużywana przez nikogo droga wiodąca przez pola uprawne i ogromne rozlewiska wodne powstałe po ulewach gnębiących nasz kraj w połowie maja tego roku. Będę szczery, założyłem, że uda nam się zrobić jedno zdjęcie, a później albo zawisnę na jednym z garbów, albo ugrzęznę w trzydziestometrowej kałuży. Przygotowałem najgorsze ubrania, mając w głowie wizję wyskakiwania z zakopanego samochodu wprost do błota. Wiedziałem również, gdzie będę musiał przyjść z prezentem, by poprosić gospodarza o wyciągnięcie traktorem nowobogackiego dzieciaka, który myślał że ma terenowe auto. I wiecie co? Nic. Kodiaq pokonał wszystkie przeszkody. Kilka razy w każdą ze stron. Bez zająknięcia. Najsłabszym ogniwem były oczywiście szosowe opony, które momentalnie w takich warunkach zalepiły się błotem, jednak sposób rozdziału napędu, działanie elektroniki dbającej o stałą trakcję i moment obrotowy dwulitrowego silnika benzynowego sprawiły, że największy SUV Skody po prostu przejechał. Przy okazji pozwolił mi na poprawienie swojej techniki jazdy terenowej, gdyż do tej pory nie miałem z nią większej styczności (czterokołowy uślizg wprost do rowu na błotnych garbach potrafi przyspieszyć tętno u “laika”).

Wróćmy na asfalt. Tu docenić można mocny, choć, niestety, niespecjalnie oszczędny silnik benzynowy 2.0 TSI. Sama jednostka dysponuje mocą zupełnie wystarczającą do napędzenia tego słusznej wielkości SUV-a. Bez problemu radzi sobie z dynamicznym przyspieszaniem, a w elastyczności dodatkowo wspiera go sprawny automat. W przypadku “testówki” możemy mówić o klasycznym już dla samochodów z parku prasowego Skody połączeniu z siedmiostopniową przekładnią DSG. Tradycyjnie już -nie mogę jej niczego zarzucić. Działa wzorowo, nie narzuca się niepotrzebnymi redukcjami i potrafi sprawnie przepinać się pomiędzy kolejnymi przełożeniami. Niestety zachwyty mijają, gdy trzeba podjechać pod dystrybutor. Absolutne minimum, jakie udało się osiągnąć, to 6,5 l/100 km, ale stali czytelnicy pewnie wiedzą, jak wiele wyrzeczeń wymaga ode mnie uzyskanie takich wyników. Przy normalnej jeździe bez szaleństw można przyjąć zużycie na poziomie 8,5-9 litrów w trasie i około 10-11 litrów w mieście. Nie są to wartości zaporowe, jednak osobiście skłaniałbym się w przypadku tak dużego samochodu ku jednostce wysokoprężnej.

Kodiaq jednak to nie tylko samochód w teren. To również pełnoprawne auto rodzinne. W testowanym egzemplarzu walory te zostały podkreślone przez dodatkowy, trzeci rząd foteli (+4 000 zł). Nie ma w nim co prawda za dużo miejsca, ale awaryjnie mogą w nim zasiąść również dorośli, o ile osoby okupujące miejsca przed nimi będą skore zrzec się odrobiny miejsca i przesunąć fotele (drugi rząd ma możliwość przesuwania przód-tył i regulacji kąta nachylenia oparcia). Gadżetem, który podbił moje serce, jest Pakiet Komfortowego Snu Premium. Za 1 800 zł otrzymujemy osłonki przeciwsłoneczne w drugim rzędzie, dwa kocyki, parę podnóżków i specjalnie zaprojektowane zagłówki. Jak widzicie, ich boczne części mogą zostać obrócone do przodu i stworzyć miękkie ścianki, na których można odłożyć głowę do snu. Tak prosta, tania w produkcji rzecz… Niesamowicie podnosi komfort jazdy w trasie. Po prostu nie mogę wyjść z podziwu i nie rozumiem, dlaczego inni producenci jeszcze nie oferują takiego dodatku.

Naturalnie, poza trzecim rzędem, który może być rozpatrywany jako miejsca awaryjne lub dla dzieci, pozostali pasażerowie mają mnóstwo miejsca, zarówno nad głową, jak i na nogi. Zakres regulacji kierownicy i fotela również jest bardzo duży i każdy znajdzie tu pozycję dla siebie. Chyba, że lubi siedzieć nisko, jak ja. W takim przypadku jednak po prostu nie kupuje się dużego SUV-a, to dość jasne.

Nie kupować Kodiaqa powinny również osoby, które mają problemy z parkowaniem i manewrowaniem w ciasnych miejscach. Mierzący blisko pięć metrów samochód ledwo mieści się w standardowych miejscach parkingowych i po prostu sprawia na początku wrażenie giganta na drodze. Przyznam się, że sam z początku niechętnie wjeżdżałem na parkingi i wolałem przejść nieco dalej z zakupami, niż próbować wjeżdżania na milimetry w miejsce, na które bez problemu można wjechać zwykłym kompaktem. Oczywiście, ogromną robotę robi tutaj elektronika. Testowany Kodiaq został wyposażony zarówno w komplet czujników dookoła samochodu, jak i zestaw kamer 360, które dodatkowo potrafią wygenerować widok “obok” pojazdu. Jest to zupełna nowość w Skodzie. Dość powiedzieć, że dwa lata temu takie rozwiązanie miało debiut w Audi A8, a już teraz możemy skorzystać z niego w samochodzie “dla ludu”. Czy jest ono przydatne? Moim zdaniem niekoniecznie. Sklasyfikowałbym je raczej jako gadżet, który włączymy jedynie, by pochwalić się znajomym, że nasz samochód go posiada. Taki sztucznie generowany widok 3D jest pełen zniekształceń i niewiele pomaga przy parkowaniu. Dużo lepszym rozwiązaniem jest to, że widok z każdej z kamer można powiększyć (przydatne przy dojeżdżaniu bokiem do krawężnika) i poszerzyć kąt widzenia przedniej kamery (nieocenione przy wyjeżdżaniu przodem zza muru/samochodów).

O zawieszeniu nie mam wiele do powiedzenia. Testówka miała opcjonalne, adaptacyjne amortyzatory, które mają zmienną charakterystykę tłumienia, w zależności od wybranego trybu jazdy. Wszystko działa prawidłowo i zapewnia dokładnie takie wrażenia, jakich możemy oczekiwać od dużego SUV-a. Nie znajdziemy tu sportowego prowadzenia, ale auto zachowuje się przewidywalnie i na chwilę przed utratą przyczepności kierowca, siedząc wysoko, już wie, że “przesadził”. W trybie komfortowym uzyskujemy po prostu idealne auto rodzinne, które nie obudzi śpiących z tyłu dzieci pokonywanymi dziurami.

Ostatni akapit pozostawiam nieco dla siebie. Muszę sam przed sobą przyznać, że dopiero po teście zrozumiałem sens Kodiaqa Scout. Dotychczas był to w moich oczach niepotrzebny wytwór kreatywności ludzi odpowiedzialnych za sprzedaż Skody, tymczasem pakiet Scout sprawia, że Kodiaq staje się jeszcze bardziej uniwersalnym samochodem. Myślę, że to wręcz idealna propozycja dla rodzin, które posiadają dom w górach, obok lasu, gdzie po prostu osłony pod podwoziem i plastikowe dodatki na nadwoziu sprawią, że dojazd do miejsca docelowego będzie spokojny i nie będzie trzeba się martwić drobnymi zarysowaniami od kamyków czy krzaków. Tak, byłem uprzedzony do tego samochodu. Tak, po tygodniu spędzonym z Kodiaqiem uważam, że to jeden z najbardziej wszechstronnych samochodów, z jakim miałem możliwość obcować.

 

 

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now