© Tomasz Małycha 2015-2019

all rights reserved | do not use my photos without permission

Volvo XC60 D5 AWD Summum Inscription Polestar

June 5, 2017

 

Spędziliśmy razem cztery dni, 810 kilometrów, byliśmy razem w trakcie autostradowej śnieżycy, jeździliśmy po śniegu i opalaliśmy się w złocie zachodzącego słońca. Takiej sposobności do sprawdzenia możliwości szwedzkiego SUVa we wszelkich warunkach nie mogłem sobie nawet wyobrazić.

 

Do testu otrzymałem wersję #D5 #AWD sprzęgniętą z sześciostopniowym automatem, po fabrycznej kuracji wzmacniajacej Polestar. Zasiadając do auta można było odnieść wrażenie, że osoba, która odpowiadała za zamówienie, nie chciała tracić czasu i użyła funkcji "zaznacz wszystko". Doprawdy ciężko o wyższe wyposażenie, topowa wersja #Summum została doposażona m.in w pakiety Made by Sweden PRO oraz INTELLISAFE PRO. Samochód stoi na dwudziestocalowych felgach, a nadwozie zostało pokryte piaskowym lakierem z ogromną ilością srebrzystych drobinek. Nie spodziewałem się, że lakier tak bliski szarości przypadnie mi do gustu, lecz na żywo wygląda niesamowicie. Wewnątrz króluje beżowa skóra z pakietu Inscription zestawiona z czarną podsufitką. Konfiguracja w mojej opinii idealna.

 

Dzięki niemałej trasie, jaką musiałem pokonać ze stolicy na Śląsk, miałem możliwość zweryfikować deklaracje producenta dotyczące spalania. Oczywiście, nie jest tak różowo jak zapowiadają broszurki, spalanie poniżej 5 litrów w trasie możemy włożyć między bajki, jednak przy spokojnej jeździe (średnia 84 km/h) udało mi się wyśrubować wynik 5,7. Całkiem nieźle jak na prawie dwutonowe auto. W mieście spalania nie zmierzyłem, ale patrząc na drastyczne spadający zasięg na komputerze pokładowym - mniej niż 10 na pewno nie było.

 

 

Pozostańmy jeszcze przy silniku, bo to on jest wisienką na torcie zwanym #XC60. Jednostka D5 to legendarny, pięciocylindrowy silnik autorskiej konstrukcji #Volvo. Bardzo się cieszę, że na początku moich testów dane mi było zaznać "starej szkoły" i jeździć legendarną D5-ką.
Diesel na wolnych obrotach klepie niczym stare dobre TDI w taksówkarskim Passerati, ale gdy tylko wejdziemy powyżej dwóch tysięcy... Gdyby nie obrotomierz kończący się na "piątce" można pomylić tę jednostkę z rasowym benzyniakiem. Przyjemny dla uszu dźwięk ma oczywiście swoje odzwierciedlenie w osiągach. Pierwszą setkę widzimy już po ośmiu sekundach, a do 200 km/h na prawdę nie brakuje mocy. Tradycyjnie dla mnie ponarzekać mogę na automat, który mógłby nieco bardziej ochoczo reagować na kickdown. Do zmiany biegów nie mam zastrzeżeń, jak na klasyczną, sześciostopniową przekładnię, skrzynia zmienia biegi sprawnie, bez najmniejszych szarpnięć.

 

Po wnętrzu najlepiej widać wiek tej konstrukcji. Projekt deski pamięta jeszcze 2003 rok i prezentację drugiej generacji modelu S40. Przez ten czas zmieniło się oczywiście sporo, lecz mam wrażenie, że niektóre bolączki zostały zbagatelizowane i odsunięte na dalszy plan przy projektowaniu szwedzkiego SUVa. Konsola centralna przeładowana jest przyciskami i niepotrzebnie absorbuje uwagę podczas prowadzenia. Hitem jest klawiatura alfanumeryczna żywcem wyjęta ze starych telefonów. O ile wybieranie numerów jest rzeczywiście w miarę łatwe, tak ustalanie adresu w nawigacji jest po prostu żartem. Gryzie się to z filozofią Volvo - dbania o bezpieczeństwo. Plotki głoszą, że w następca nie będzie tego rozwiązania... Mam nadzieję, że kiedyś będzie mi dane to zweryfikować :)

 

System nawigacji ma też inne wady w obsłudze - mimo aż czterech pokręteł, nie znalazłem możliwości "przesuwania palcem po mapie", przez co jedynym sposobem na zobaczenie interesującego nas skrzyżowania we właściwej skali jest... dojechanie w to miejsce. Bardzo irytujace.
Równie mocno denerwuje problem z komunikacją Bluetooth - mimo, że posiadam nienajgorszy sprzęt (HTC one M8), samochód uparcie go zapomniał po wyłączeniu zapłonu. Jeśli więc zobaczycie kierowcę Volvo z telefonem przy uchu proszę, nie wytykajcie palcami, to nie jego wina!

 

Nie mam zastrzeżeń do "zegarów", które od liftingu zmieniły się w wyswietlacze TFT o całkiem dobrej jakości, a w dodatku dają pewnie możliwości personalizacji. W temacie elektroniki zostając, testowy egzemplarz wyposażony był w kamerę cofania, która obejmuje całkiem szerokie pole. Niestety, obraz wyświetlany jest miernej jakości, co w 2017 roku jest powodem do narzekań. Niesmak naprawiają jednak boczne lusterka, które mogą się automatycznie obniżać po zapięciu biegu wstecznego. Bardzo przydatna funkcja, tym bardziej przy niskoprofilowych oponach i felgach kosztujących ponad sześć i pół tysiąca złotych...

 

 
Jakość wnętrza stoi na wysokim poziomie, choć idealnie nie jest. Przy odrobinie wysiłku znajdziemy trzeszczące plastiki, ale podczas jazdy nic nie odważyło się odezwać. Podłokietnik w boczku drzwiowym mógłby być nieco miękkszy, do tego umieszczonego centralnie nie można mieć już żadnych zastrzeżeń. Dobre wrażenie tworzy również przywiązanie do szczegółów i stylistyczne smaczki - na przykład bezramkowe lusterko wsteczne czy klamki wyłaniające się z dekorów.

 

Jak prowadzi się XC? Dokładnie tak jak chcielibyśmy, by prowadziła się dwutonowa "terenówka"* spędzająca znaczną część swojego życia na lewym pasie z włączonym aktywnym tempomatem. Jest całkiem... sztywno. Niemała w tym zasługa 20"* felg z oponami o bardzo niskim profilu. Szerokie lacie w połączeniu z dobrze zestrojonym zawieszeniem zapewniają pewność prowadzenia jednocześnie zachowując akceptowalny poziom komfortu.

 *Jeśli już w akapicie padły słowa "terenowa" i 20" felgi to chyba wszyscy wiemy, że XC60 nie zobaczy nigdy niczego więcej niż szutrowa droga. Chociaż napęd AWD na pewno by sobie poradził.

 

Pora więc sobie zadać pytanie, czy dysponując taką kwotą warto zakupić XC60? Odpowiedź brzmi... nie.
Dlaczego? Bo już 7 marca premierę będzie mieć następca tego modelu, noszący tę samą nazwę. Już teraz mogę w ciemno powiedzieć, że będzie jeszcze lepszy, jeszcze bardziej dopracowany... I może nieszczęsny bluetooth będzie działać poprawnie :)


Zakup obecnego XC ma oczywiście sens, jeśli uda nam się uzyskać dobrą cenę, a wszelkie nowinki technologiczne nie są nam potrzebne. Na pewno jest jeden powód, dla którego warto jest mieć ten samochód i jest on ukryty pod maską. D5 jest ostatnią niestety pięciocylindrową jednostką dostępną w Volvo, a wszystkie nowe modele wyposażone są w "rzędowe czwórki". Niestety, przez normy emisji spalin tracimy legendy i bardzo się cieszę, że udało mi się jedną z nich zaznać. To dla mnie zaszczyt. #volvomoment

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now